Turniej Pierwszych Walk – 10.04.2011

Dnia 10.04.2011 odbył się w Krakowie Turniej Pierwszych Walk (TPW), w którym uczestniczył również nasz Klub. Nasi zawodnicy 3 walki wygrali i 3 przegrali. Swoje walki wygrali: Alan Zajk, Bartek Skrouba i Bartek Szewczyk.
Alan pokazał, że nie trzeba wiele gadać, by dobrze zawalczyć. Cicha woda brzegi rwie jak mówią. Alan wygrał przed czasem! Dwa pierwsze liczenia były w pierwszej rundzie, a trzecie w trzeciej! Przeciwnik nie był gotów do walki po ostatnim liczeniu i sędzia go poddał! Co więcej, Alan walczył bardzo wszechstronnie, używając łokci, kopnięć na różne poziomy, uderzeń… szedł za ciosem. Brawo! Bartek Skrouba zakończył również swój pojedynek przed czasem. Cóż powiedzieć, braterska walka to nie była :). Ma Bartek parcie do przodu i bardzo dobrze, będzie jeszcze lepiej. No i Pan Szewczyk… Po prostu wygrał :). Swoje walki przegrali: Michał Bałdys, Kuba Hydel i Wojtek Galas. Michał walczył w kategorii wyższej, gdyż w jego kategorii nie było przeciwników. Gdyby pierwsza runda nie trwała 3 min i 15 sek, bo sędzia czasowy zasnął przy stoliku, to wynik walki mógłby być inny. W pierwszej rundzie przeciwnik Michała był liczony. Im dłużej jednak runda trwała, tym Michał bardziej opadał z sił. Przewaga siły i wagi przeciwnika w klinczu zrobiły swoje. W drugiej rundzie, przeciwnik przycisnął, bo tylko tak mógł wygrać. Udało mu się. Można oczywiście tylko wróżyć, że przy 2×2 min mogłoby być inaczej. Mnie się wydaje, że tak. Kuba… po prostu walka przegrana. Choć wynik na dwoje babka wróżyła. Zabrakło końcówki, zaznaczenia swojej przewagi, jakiejś jednej akcji. Jeszcze Kuba zrobimy z Ciebie rzeźnika, a Twoją przegraną biorę tylko na swoje barki ;). No i Wojtek… Wojtek jak dla mnie osiągnął w tym sporcie już bardzo wiele. Jest mistrzem. Potrafił zakończyć walkę bez walki, a potem szybko i bezboleśnie zejść z ringu, przy mojej pomocy :). Nim walka rozgorzała na dobre, Wojtek postanowił przyblokować jakiś cios nosem, chcąc prawdopodobnie przekłuć rękawicę przeciwnika. Ten manewr skutkował wizytą lekarza w naszym narożniku, i to nie była wizyta na kawę. Lekarz nie dopuścił Wojtka do dalszej bezwalki, a Wojtek okraszony krwią wojownika, zszedł z ringu w chwale męczeńskiej. To tyle jeśli chodzi o naszych żądnych zwycięstw, nieustraszonych, dzielnych, mężnych zawodników. Czterech naszych kolejnych zawodników, nie miało jednak w swojej kategorii przeciwników, z tego też powodu nie zawalczyli. Ale jak to mówią, co ma wisieć, to powisi.
Oprócz zawodników, po raz pierwszy w tak dużej liczbie osób, gościliśmy kibiców naszych zawodników, kibiców naszego Klubu, czyli naszych przyjaciół z Klubu, jak również rodziny startujących. Bardzo to cieszy, bo doping często dodaje skrzydeł. Wiem ze swojego doświadczenia, że jeśli stoją za Tobą ludzie, z którymi jesteś związany, to wyplujesz płuca, których nawet już nie masz… byle tylko dać z siebie więcej. Mam nadzieję, że taka tradycja się utrzyma, a nawet rozwinie.
Bardzo dziękuję zawodnikom za postawę w ringu. Obiecuję Was bardziej przycisnąć kondycyjnie, bo tego troszkę zabrakło. Dziękuję wszystkim za doping, za wspólnie spędzony czas! Dymek, dzięki za kolejna wspólną wyprawę, bo każda przygoda z Tobą, jest wiele warta:) Teraz czekamy jeszcze na jakieś zdjęcia upamiętniające nasz wyjazd. Po zawodach czuję się jakbym stoczył te Wasze sześć pojedynków 🙂 Tak kolosalnego zmęczenia i wyprania emocjonalnego nie czułem już dawno. Dziś lekki restart do południa. A potem ukierunkowania ostateczne na Turcję. Pracowity nas rok jeszcze czeka. Do zobaczenia w Klubie!!

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *